czwartek, 17 października 2013

Rodzinne wiezi

Budzik dzwoni. Patrze na zegar. 6.30. Wstaje. Patrze w lustro.
Jak ja wygladam. Wychodze z pokoju i kieruje sie do łazienki z ciuchami. Szybko sie myję i przebieram. Rzucam pizame na łóżko i biegne na śniadanie. Po drodze zauwazam porozrzucane rzeczy. Szybko je zbieram. Wchodze do kuchni i otwieram lodówke. Robie kanapke z nutellą. Jest 7.00 za 1 godzine mam autobus. Maszeruje na gore umyc zeby a nastepnie sie maluje. Ide do pokoju pokrecic wlosy. Pakuje sie. Wchodze na fejsa i siedze na nim dobre 20 minut. Patrze na zegarek 7.50 szybko sie ubieram, biore klucze i bilet i plecak i wybiegam. Biegne na autobus. Zapomnialam sluchawek. Wracam sie. 3 minuty do autobusu. Wychodze, zamykam drzwi i gonie na autobus. Zdazylam. Siadam na koncu autobusu, zakladam sluchawki i w glowie juz mam swoje nierealne zycie. Nagle patrze w okno i uswiadamiam sobie, ze przegapilam swoj przystanek. Wiec wracam do rzeczywistosci. Wysiadam na nastepnym i biegne do szkoly. Zostalo mi niecałe 10 minut do dzwonka. Biegne ile sil w nogach, gdyby pani z wfu to zobaczyla tobym 6 z biegania dostala a nie marne -3. Jestem juz blizej, wbiegam do szkoly, kieruje sie do szatni i dzwonek na lekcje dzwoni. Szybko zdejmuje kurtke i zmieniam buty. Wybiegam z szatni z plecakiem i kieruje sie na schody. Nie mam juz sil. Ide przez korytasrz. Wchodze cala czerwona do klasy. Mowie dzien dobry i przepraszam za spoznienie. Rozpakowywuje sie. Nie moge zlapac oddechu. Edb. Kartkowka...super sobie mysle..nic nie umiem. Konoec lekcji...wszystko zle napisalam..jedynke dostane..super normalnie. Nastepnie polski. Piszemy mature-rozprawke.
Dzwoni dzwonek. Pani rozdaje i piszemy przez 2 godziny. Koncze wczesniej. Jedynke dostane..
Nastepnie angielski..piszemy test na wejscie nie na oceny...14 punktow na 30 nawet dobrze..
Potem historia-powtorka..
Rozdaje nam karty pracy na lekcji mamy zrobic te dwie..goraco mi..spiesze sie..na koniec lekcji mowi zebysmy dokonczyli w domu.. Jaka ulga.. Nastepnie religia..ksiadz zanudza mnie na smierc...
I w koncu niemiecki..tez nas zanudza ale lubie niemiecki..jak zwykle konczymy wczesnie. Ubieram sie i wychodze z kolezanka. Ide na autobus. Pol godziny czekania. Wracam do domu..patrze a tu policja na sygnale przed domem. Szybko biegne.. Dobiegam do rodzicow..
-mammo..tatoo..co sie stalo?..czemu tu jest policja??
-corciu-rzekl tata-zlodzieje u nas byli..sasiadka zauwazyla jak ktos sie wlamuje i zadzwonila po policje..czy jak wychodzilas zamknelas drzwi na klucz?
-tak tato...nawet sie wracalam..i byly zamkniete...a cos skradziono??
-nie na szczescie nie...ale jestes pewna ze zamknelas?...bo moglas zapomniec...
-nie wierzycie mi?
-nie o to cho...
-wlasni rodzice mi nie wierza..nie moge tego pojac..posadzacie mnie o to ze to ja nie zamknelam drzwi i co moze jeszcze z nimi bylam...co? Nie moge w to uwierzyc...nie moge..jak wy mozecie..posadzac wlasna corke o cos co nie zrobilam?? ...moze jak byscie mnie odwiezli to takiego problemu by nie bylo ale nie wy zamiast sie mna zajac szlajacie sie gdzies razem nie interesujac sie mna..
-jak ty sie do nas odzywasz...my pracujemy po prostu do pozna..zarabiamy pieniadze..a ty..
-co ja...nigdy was w domu nie ma...jak przychodze tez was nie ma...jak wychodze to tez was nie ma..nie spedzamy ze soba czasu...nie moge powiedziec wam o moich problemach...o tym ze stracilabym przyjaciela..o tym ze nie mam juz chlopaka..o ocenach...o czymkolwiek..ale was nie ma..kupujecie mi drogie rzeczy a ja choc raz chcialabym zebyscie mnie przytulili powiedzieli ze mnie kochacie..po prostu zebyscie dali mi milosc...zebyscie mnie kochali-poplakalam sie
-kochanie-rzekl tata-ale my cie kochamy
-ale tego nie okazujecie
-wiemy popelniany bledy ale cie kochamy. Masz racje nie okazujemy ci tego ale sie staramy. Obiecuje ze bedziemy ci to okazywac nawet jak bedziemy sie spieszyli. Kpchamy cie i nigdy o tym niezapominaj-wszyscy sie przytulilismy-mozna sie zdziwic ze tragedia ze zlodziejem.moze doprowadzic do tego co my teraz robimy-zaczelismy sie smiac-kocham was..
Nadszedl wieczor razem z rodzicami ogladamy film. Jest super. 23.30 klade sie spac. Caluje rodzicow, mowie kocham was i ide spac. Pisze szybko do miska i kaski:
"kocham moich rodzicow. Jeden maly wypadek moze doprowadzic do tego ze rodzice poswiecaja mi wiecej czasu. Jutro piatek sie spotkamy i wam wszystko opowiem. Wpadne po was. Caluje i kocham ;*"
Dobranoc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz