środa, 16 października 2013

Po dlugieej nieobecnosci ;D

Mamy za sobą pierwszy koncert i było suuper. Dziwnie sie czulam jak prosili nas o autografy i o wspolne zdjecia. Ale bylo naprawde fajnie. Tłum szalał. Ale musielismy wracac do domu. 5 godzin jazdy do domu. Zaczelismy spiewac, wyglupiac sie itd. Ale niestety trzebq chodzic do szkoly...klase mam bardzo fajną, 30 dziewczyn w tym ja..nie no zajebiscie normalnie.. Wychowawce tez.mamy spoko. Ostatnio misiek po mnie po szkole przyjechal na skuterze i inni mi zazdroscili a zwlaszcza taki jeden ktory mnie odtracil.. Pozniej wieczorem chodzilismy po ulicach gdy nagle stanelismy naprZeciwko siebie i on nagle mnie pocalowal. Nie moglam w to uwierzyc.
-wszystko dobrze-popatrzyl na mnie
-misiek..n..nie..co..-zaczelam-jestesmy..przy..przyjqciolmi-zaczelam plakac
-sluchaj-zaczal niesmialo-od tego pocalunku wtedy co chcialas zeby on byl zazdrosny zakochalem sie w tobie, mysle o tym codziennie i..i.. Kocham Cię
-nie..nie..misiek..nie..my..ja..daj.mi...troche..czasu..nie..moge..-po czym sie odwrocilqm i zqczelam biec przed siebie
-Ewa..poczekaj..prosze
Nie bylo po mnie widqc sladu.

W ponoedzialek przyjechal po mnie skuterem przed wejscie do szkoly ale wyszlam innym wyjsciem, we wtorek przyszedl pod kosciol ale poszlam inna droga-po prostu go unikalam bo musialam pomyslec co dalej. Dzis przyszedl pod szkole akurat wtedy kiedy z niej wychodzilam
-hej..mozemy pogadac?-odparl
-nie mam czasu spiesze sie na autobus
-prosze cie..daj spokoj-probowal mnie przytulic ale go odepchnelam
-zostaaw mnie..nie spotykajmy sie narazie..-odrzeklam smutnym i lamiacym sie glosem-daj mi pomyslec..
Zawedrowalismy az pod kosciol, calej tej sytuacji przygladali sie mlodsi drugoklasisci i on.
-to ile ty myslisz..? Chociaz powiedz czy bedziemy kims wiecej..
-nie rozumiesz,ze musze pomyslec-odkrzyknelam-co ty myslisz ze w ciagu trzech dni po prostu dam ci odpowiedz czy bedziemy kims wiecej, nie rozumiesz ze musze pomyslec co dalej?-poszlam sobie zostawaiajac go tam...

Przyszlam do domu, odrobilam lekcje, zjadlam obiad, rodzicow nie bylo..wyszlam sie przejsc do kaski...w drodze do niej zobqczylam miska z zabandazowana reką. Usmiehnelam sie.
-czesc misiu, co ci sie stalo w rączke?
-walnalem nią w drzewo-usmiechnal sie lekko.
Zaczelam sie śmiać on sie przylaczyl. Po czyn wpadlismy sobie w objecia.
-przepraszam cie misiu... Kocham cie ale jak brata i nie chce tego psuc..wytrzymasz z tym?
-jasne siostro..
-ale pytam tak na powaznie
-bede starac sie jakos to wytrzymac..ja cie w sumie tez chce przeprosic za ten pocalunek..i za to, ze...
Wweszlam mu w slowo
-ta dosc przepraszania idziemy do.kaski
Poszlismy wyglupiajac sie, krzyczac i spiewajac na cale gardlo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz