niedziela, 21 lipca 2013

Powrot do rzeczywistosci

Obudziłam się wcześnie rano. Umyłam się. Zjadłam śniadanie. Poszłam na komputer, od miesiąca nie siedziałam na fejsie. Dużo powiadomień a zwłaszcza wiadomości o ludziach, którzy wcześniej mnie nie zauważali, śmiali się ze mnie i obgadywali, nienawidzili mnie. A tu proszę piszą do mnie jak im smutno, nawet mi współczują tego, że straciłam kogoś bliskiego, że się nie załamałam i się nie zabiłam. Choć tak naprawdę chcieli by tego. Jeszcze to, że mogę się przed nimi wygadać, że nikomu nie powiedzą.... ta jasne, mam ochotę ich wyśmiać, ale grzecznie odpisuje wszystkim dziękuje. Jest 9.15 a ja nadal im odpisuje. O 10 skończyłam, przeglądam fejsbuka. Wiele rzeczy mnie omineło, a tu dodawali nowe zdjęcia, komentowali moje-dziwne to, przypomnieli se o mnie. O 12 idę na tańce, a później spotykamy się u Pola. Rodzice już dawno wyszli, zostawili kartke:
                                              "Przyjdziemy wieczorem, obiad sobie odgrzej.
                                               Jest w lodówce"
                                                                                            Mama
 Jak zwykle nie obchodzę ich. Zawsze tak jest. Budzę się a ich nie ma. Wracają dopiero wieczorem lub w nocy, gdy już śpię. Choć tak naprawdę czekam na nich. Chciałabym choć raz, by nie poszli do pracy, żeby ze mną spędzili cały dzień. Poszlibyśmy do nowo otwartego wesołego miasteczka albo na zakupy lub na pizze. Ale to są tylko głupie i nierealne marzenia. Chciałabym żeby wiedzieli co czuję, że za nimi tęsknie, chciałabym z nimi rozmawiać, przytulać się z nimi. Może dla innych wydajemy się idealną rodziną, ale tak nie jest. Nie mają czasu wysłuchać tego jak jestem dobrą uczennicą, to że mam problemy, nie umią ze mną rozmawiać. Czasem zazdroszczę innym, że mają tak wspaniałą rodzinę, to że rodzice na nich krzyczą,gdy coś zrobią, że jedzą razem posiłek. Gdy chce iść z mamą na zakupy, ona nie ma czasu, daje mi pieniądze i mówi żebym szła z przyjaciółmi, a później się dziwi czemu z nią nie rozmawiam. Okey..dosyć użalania się nad sobą. Jest 11.30 spóźnię się zaraz. Szybko się ubieram, biorę torbę i 100 zł, które rodzice mi zostawili. Wsiadam szybko w autobus. Wybieram miejsce pod oknem, zakładam słuchawki na uszy i marzę. Marzę o idealnym życiu. Po 5 minutach dojechałam na miejsce, mam tylko kilka minut na przebranie się. Szybko wbiegam po schodach, biegnę na drugie piętro, przebieram się w szatni i już jestem gotowa. Witam się ze wszystkimi i z panem Damianem. Fajny koleś z niego ;) . Cieszy się z tego, że tu jestem jak i inni. W końcu ja też się ciesze, brakowało mi tego. Jak zwykle zaczynamy od rozgrzewki. Maroon 5-moves like jagger. Brakowało mi tego, naprawdę. Później cały zespoł wraz z panem Damianem pokazują mi nowe kroki. Szybko się ich uczę i tańczymy. Następnie uczymy się jeszcze nowszych. W tle nawet niezła piosenka i to z mojej składanki, którą panu Damiankowi podarowałam ;)
                                                             Rihanna - s&m
                                    i jeszcze ta moja ulubiona piosenka
                               Pitbull feat. Marc Anthony - Rain Over Me
Normalnie tak się cieszę, on to dla mnie włączył bo wie że to ubóstwiam. Nawet się uśmiechnął. Pan Damian ma 19 lat, tańczy od 7 lat. Uczył się w Studiu Tańca Step Up w Poznaniu. Ogólnie w roku szkolnym studiuje na studiach tanecznych, a w wakacje dorabia ucząc nas tańczyć, już drugi raz pod rząd. W przyszłości chce założyć własne studio taneczne i na pewno mu się uda. Bo świetnie tańczy. Zna też Agustina Egurrola. Tańczył jako instruktor w jego szkole Egurrola 
Dance Studio.Jest wysokim brunetem, umięśnionym i szczupłym. Jest nieziemsko przystojny ale też odjazdowo tańczy. Dobrze.. po 2 godzinach puszcza nas, wylał z nas ostatnie poty. Mnie do siebie woła. Mówi to jak się cieszy z tego, że wróciłam,że jestem świetną tancerką-prawi mi komplementy, trochę też żartujemy, po czym mnie puszcza. Szybko się przebieram i wychodzę z Kaśką. Zegnam się z innymi.
Kaśka jak zwykle musi mieć raport z tego co mi mówiła pan Damian, więc jej mówię. Gadamy, śmiejemy się, ludzie się na nas gapią, a my nic sobie z tego nie robimy i dalej się wygłupiamy. Nie mogę uwierzyć, że ciągle siedziałam w domu i płakałam, zostawiając moich przyjaciół. Dochodzimy do domu Pola. Mieszka on na osiedlu. Zawsze gdy tędy z Kaśką przechodzę, trzymamy się razem, przytulamy się i idziemy. Boimy się tego osiedla, bo tu podobno przestępcy mieszkają co z paki dopiero wyszli. Szybko biegniemy do jego klatki, wchodzimy....a nie raczej biegniemy, gonimy do jego mieszkania.. otwarte. Wchodzimy. Już wszyscy tam są... witamy się z nimi, śmiejemy się i przytulamy. Okazało się, że odeszli od Urbana i jego niby zespołu. Został sam, i dobrze mu tak, chociaż trochę mi go żal. Został sam, ja też zostałam sama...
Chcą ze mną założyć nowy zespół, nazwy jeszcze nie mamy ale na pewno przyjdzie. Nie mamy perkusisty, okazało się też, że Julek potrafi grać więc zajął to miejsce. Po godzinie mieliśmy pełny skład. Ja z Miśkiem jesteśmy wokalistami i też gram na gitarze. Kuzyn Pola Krakers zechciał z nami zagrać i gra na gitarze akustycznej lub elektrycznej. Polo na klawiszach w sensie na keyboardzie. Julek gra na perkusji. I Kaśka z Klarą będzie nas filmować i wrzucać do sieci. Będziemy nosić maski takie białe, żebyśmy po prostu mieli czas dla siebie, żeby nikt nas nie rozpoznawał bo my chcemy mieć swoje własne życie, a nie tak jak inne gwiazdy, które nie mają za grosz prywatności. Elka chciała być naszą menadżerka i wspólnie też piszemy teksty. Od juta mamy zacząć próbę w barze wujka. Też nie mamy sprzętów, oprócz dwóch gitar akustycznych i jednej elektrycznej, i mikrofonów. Więcej nie mamy bo Urban wszystko zagrał. Pojechaliśmy do wujka, może on ma jakieś rzeczy. Niestety nie miał. Weszliśmy na allegro. Za drogie wszystko. Musimy zdobyć kase na to. Każdy się gdzieś zatrudnił i wujek postanowił też dać od siebie trochę kasy. No więc Elka wyprowadza psy, Polo i Krakers zatrudnili się w sklepie z częściami samochodowymi. Klara w sklepie odzieżowym, ja i Kaśka uczymy młodszych w studiu tańczyć. Misiek będzie opiekować się dziećmi w przedszkolu swojej mamy-to się dobrał haha xD. No więc jutro zaczynamy pracować. Musimy zebrać na gitarę elektryczną z wzmacniacz ok 400 zł, sam wzmacniacz za ok. 200 zł, perkusję obiecał skombinować krakers, a keybord Polo bo gra na nich w Yamaha. Jeszcze trzy mikrofony wujek ma. Jeszcze mamy kupić różne dodatki, w sensie ciuchy, te maski, i kamerę razem ze sprzętem. W sumie dużo, jakieś tysiąc złotych musimy zebrać. Jakoś się uda.Zasiedzieliśmy się u wujka do wieczora. Niestety musieliśmy wracać do domu. Rodziców jeszcze nie było. Nie chciało mi się odgrzewać zupy, więc zjadłam tylko frytki. Zjadłam, umyłam naczynia-nie było ich zbyt dużo. Szybko się umyłam, przebrałam w piżamę i poszłam na skajpa gadać z Kaśką. Potem zadzwoniła mam powiedziała, że wrócą później w nocy, pytała się co robię-jakby ich to w ogóle obchodziło. Potem powiedziała mi, że musi kończyć, więc się rozłaczyłam. Opowiedziałam szybko Kaśce. Skończyłyśmy ok. 12 i poszłam do łóżka. Zadzwonił Misiek więc zaczęliśmy gadać. Usłyszałam jak rodzice wchodzą, w ogóle nie mam poczucia czasu. Szybko się pożegnałam z Miśkiem i zakryłam się kocem. Usłyszałam jak się śmieją, pijani chyba są-tak zostali po godzinach yhym.. Na górę też głośno idą, nie pomyślą, że mogą mnie obudzić, nawet nie pomyślą by zajrzeć tu do mnie czy śpię.
Rozpłakałam się.... i poszłam spać. W końcu jutro ma być ciężki dzień...
 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz